niedziela, 14 stycznia 2018

Miraculum: Rozdział 10

Dobry wieczór, wszystkim!Trochę późna pora, ale jest to wytłumaczone faktem, że trochę myślałem nad rozdziałem. Według mnie, tym razem na poważnie, jest trochę słaby, czyt. źle napisany. Wszystko jest, ale chodzi mi o przekazanie treści. Nie wiem, co o tym myśleć, więc pomożecie mi? Moja opinia nie jest zgodna z prawdą, jeśli ktoś jej nie potwierdzi. tak więc proszę o krótki komentarz, bo powoli mi się zdaje, że tracę styl. Każde wasze zdanie może mi pokazać, na czym stoję, i co warto zmienić.
Dobra, bez większego przedłużania, zapraszam Was na kontynuację tej historii!!!


Rozdział 10

Adrien nie wiedział, jakim cudem dotarł do własnego domu. Pamiętał jedynie, że z trudem wdrapał się na mur jego posiadłości, a w następnej chwili leżał w swoim łóżku, wycierając łzy w poduszkę. Zasnął również dopiero po dłuższym czasie. Dopóki sen całkowicie go nie opanował, chłopak bez przerwy zadawał sobie pytanie.

- „Gdzie jesteś, Biedronko? Co on ci zrobił?”

* * *

Ze snu powracała właśnie pewna ciemnowłosa dziewczyna. Była całkowicie skołowana i nie pamiętała, jak się tu znalazła. Nawet nie wiedziała, gdzie jest to „tu”. Jedynie, co mogła w tej chwili stwierdzić, to to, że ma za plecami ciasno związane ręce. Marinette, gdyż tak się nazywała, rozejrzała się nieprzytomnie dookoła. Na pierwszy rzut oka zdawało jej się, że otacza ją ciemność. Po chwili jednak zauważyła, jak spod sufitu wpływa do pomieszczenia światło, oświetlając lekko otoczenie. Po kilku minutach łapania ostrości, dziewczyna zaczęła widzieć kontury różnych skrzyń i beczek z nieznaną zawartością. Sama Marinette znajdowała się na tuż przy jednej ze ścian, a dokładnie to opierała się właśnie o nią. Z tego miejsca ciemnowłosa nie mogła zauważyć żadnej drogi ucieczki.

Gdy tak się rozglądała dookoła, dziewczyna nagle przypomniała sobie ostatnie wydarzenie przed utratą zmysłów. Została złapana przez nielubianego chłopaka, który co rusz naśmiewał się z jej i Czarnego Kota poczynań. Ze zgrozą stwierdziła, że została porwana, a cena za jej uwolnienie była wysoka. Biedronka nawet nie chciała wiedzieć, jak się teraz musiał czuć Czarny Kot.
Nagle dziewczynę ogarnęła lekka obawa. Spojrzała szybko na swoje ciało, i z westchnieniem ulgi poznała, że nie minęła jeszcze przemiana i jej tożsamość nadal pozostała tajemnicą.

- Nie martw się. Przemiana tak szybko nie minie. – Marinette pisnęła cicho przestraszona, słysząc znienacka głos. Dziewczyna rozglądała się uważnie dookoła, szukając źródła, jednak nic nie mogła zobaczyć w tej ciemności. Nagle dobiegł ją dźwięk kroków. Ktoś zbliżał się do niej z naprzeciwka, a ten odgłos napawał Biedronkę lękiem. Po chwili dziewczyna ujrzała przed sobą kontury postaci, a gdy weszła ona w strumień światła, ujrzała przed sobą znienawidzoną osobę.

Przez kilka minut trwała napięta cisza. Ona leżała na ziemi, oparta o ścianę ze związanymi rękami, a on stał nad nią, z dłońmi schowanymi za plecy, bacznie ją obserwując. Marinette w końcu nie wytrzymała tej ciszy.

- Gdzie ja jestem? – spytała wrogim tonem, chcąc pokazać, że się go nie boi.

- W bezpiecznym miejscu.

- „Bezpiecznym” dla mnie, czy dla ciebie? – zauważyła nieufnie, wywołują lekki śmiech u chłopaka.

- I to, i to. Dla ciebie, ponieważ nikt tu nie wejdzie i nic ci nie zrobi. A dla mnie, ponieważ nie masz stąd drogi ucieczki.

- Nie bądź tego taki pewny. – odrzekła drwiąco, jednak chłopak ponownie się zaśmiał.

- Wiem, że jesteś sprytna i będziesz główkować, jak stąd wyjść. Nawet się tego po tobie spodziewam. – rzekł kpiąco, cały czas patrząc na Biedronkę – Ale proponuję ci tego nie robić. Nie bez przyczyny wybrałem to miejsce. – wskazał ręką dookoła, po czym kontynuował – To istny labirynt. Dla kogoś, kto nie jest w stanie skoczyć na skrzynki, by obejrzeć teren z góry, może być trudne znalezienie drogi ucieczki.

- A jednak spróbuję. – odpowiedziała pewnie Marinette, obiecując sobie, że zacznie od razu po jego odejściu.

- W takim razie lepiej się pośpiesz. – rzekł chłopak, dziwiąc trochę dziewczynę.

- A niby dlaczego? – spytała wojowniczo, jednak nie otrzymała odpowiedzi. Chłopak za to kucnął przy Biedronce, po czym złapał ją lekko pod głowę i obrócił na bok. Marinette chciała się bronić, jednak chwyt był dla niej zbyt silny.

- Zostały ci jeszcze trzy kropki, ale po godzinie zniknie kolejna. Tak na oko to po północy energia ci się skończy i wrócisz do swojej postaci. A chyba nie chcesz, aby od razu po wyjściu stąd ktoś cię zauważył bez stroju, co? Dlatego się pośpiesz. Zapewniam, że szybko stąd nie wyjdziesz. – mówił szyderczo chłopak, a po chwili puścił dziewczynę, która spojrzała na niego z wściekłością.

- Czego ty chcesz? Dlaczego nam to robisz?! Kim ty w ogóle jesteś?! – krzyczała wściekle, próbując trafić chłopaka nogą. Ten szybko odskoczył na bezpieczną odległość, po czym ponownie zaczął obserwować dziewczynę.

- W sumie racja. No gdzie są moje maniery? Przecież jeszcze się nie przedstawiłem. – mówił żartobliwie, jednak Biedronce nie było do śmiechu – Skoro tak bardzo chcesz to wiedzieć, to ci powiem. – zwrócił się do Marinette, odchodząc tym samym od niej. Im bardziej znikał w ciemnościach, tym bardziej dziewczynę opuszczała odwaga, a przybywał lęk – Me imię to… Shadow. – w tej samej chwili chłopak zniknął z oczu Marinette, pozostawiając ją zupełnie samą w tym jedynym jasnym miejscu.

* * *

Z własnego łóżka właśnie starał się wygramolić wycieńczony Adrien. Może fizycznie nic mu nie dolegało, jednak pod względem psychicznym to chłopak ledwo się trzymał. Jeszcze nigdy tak bardzo nie chciało mu się wstawać z wygodnego posłania, jednak zdawał sobie sprawę, że takim zachowaniem wzbudzi podejrzenie u swojego ojca i jeszcze swoich przyjaciół z klasy. Miał możliwość, żeby wmówić panu Agrest’owi, że jest chory, ale chłopak znał na tyle swojego ojca, że wiedział, że spadłby z deszczu pod rynnę. Rodzic pewnie zabroniłby mu wychodzić z domu przez tydzień lub dwa, a dodatkowo dookoła niego pewnie biegałaby dziesiątka lekarzy, zatrudnionych przez ojca, aby „pomóc” synowi. Nie była to ciekawa wizja, jednak zachęciła ona blondyna do zejścia z łóżka. Następnie chłopak udał się do łazienki na poranna toaletę, a po założeniu codziennych ubrań zszedł do jadalni na śniadanie. W zasadzie nie można to nazwać „śniadaniem”, gdyż Adrien wszedł tylko do pomieszczenia, chwycił pierwszą z brzegu rzecz, po czym wyszedł z domu, kierując się w stronę szkoły.

* * *

Czas biegł strasznie wolno dla Adrien’a. Mimo, że fizycznie znajdował się w klasie, to chłopak myślami był gdzie indziej. Konkretnie, to myślał tylko i wyłącznie o Biedronce, której los spoczywał na jego barkach. Blondyn kompletnie nie wiedział, co ma zrobić. Skontaktować się z dziewczyną nie miał jak, a szukać to on mógł równie igły w stogu siana. Jednocześnie w klasie zauważono dziwną nieobecność Marinette. Nawet, jeśli dziewczyna spóźniała się często na lekcje, to zawsze przychodziła do szkoły. A teraz nawet Alya nie miała od niej żadnych informacji, co było właśnie dziwne. W sprawach spóźnień to Marinette zawsze informowała przyjaciółkę, ale dzisiaj - zupełna cisza. Sama Alya chodziła od osoby do osoby, pytając się o Marinette, jednak z negatywnym skutkiem. Nawet sam Gerard się tym zainteresował i rozmawiał dłuższą chwilę z Alyą na ten temat. 

Jednak nie wszyscy przejęli się nieobecnością koleżanki z klasy. Jedną z tych osób była oczywiście Chloe, która stwierdziła, że to nie jest ważne i na pewno ciemnowłosa urządziła sobie wagary. Nikt w to nie uwierzył. O dziwo, nieobecność Marinette nie ruszyła także Kim’a, który nawet nie odpowiedział Alya’i, kiedy spytała go o przyjaciółkę. Większość jednak stwierdziła, że dalej nie może się pogodzić z tym, że przegrał w wyborach.

Im bardziej Adrien o tym myślał, tym w większą wpadał rozpacz. Dotąd wiedział, że dla Biedronki może zrobić naprawdę wszystko, jednak w tym momencie był niemalże sparaliżowany strachem. Chłopak zdawał sobie sprawę, że żądania porywacza są dla niego całkowicie niedostępne. Nie był na to przygotowany, to go wręcz przerażało. Czas uciekał, a w głowie Adrien’a nie stworzył się żaden plan.

* * *

Gdy ostatnia lekcja dobiegła końca, Adrien ruszył bez życia do wyjścia ze szkoły. Przez cały dzień nic nie mogło poprawić mu humoru, choć Nino niejednokrotnie się starał. Tylko jego przyjaciel zauważył dziwnie ponury nastrój blondyna, jednak niczego nie mógł się od niego dowiedzieć. Znał już Adrien’a na tyle, że szybko poznał, iż humor blondyna nie jest zwykły, wywołany np. przez jego ojca. Tutaj chodziło o coś innego, a skoro Adrien nie chciał się z nim tym podzielić, to nie zamierzał się wtrącać. Najwyraźniej blondyn musiał uporać się z tym sam.

Zaraz po wyjściu z budynku Adrien skierował swe kroki do czekającej na niego limuzyny. Jednak zanim do niej doszedł, usłyszał niedaleko siebie wołanie.

- Uwaga! Najnowsze wydanie gazety, a w niej sensacja! Burmistrz Paryża zagrożony zamachem, którego twórcą jest sam Czarny Kot! – ogłaszał chłopiec, stojący obok tablicy ogłoszeniowej i trzymającego w rękach kilka egzemplarzy papierowych informacji. Już pewna część osób w okolicy kupiła tę gazetę, a u każdego na twarzy pojawiał się szok i zdumienie, im dalej szedł z czytanym tekstem. Dla blondyna nie był to dobry znak.

Adrien odwrócił się i pobiegł szybko do chłopca, w biegu rzucając mu monety do pobliskiego koszyka, po czym krzyknął do niego:

- Poproszę jedną! – wyrywając mu przy tym gazetę z ręki. Takie zachowanie niemal przeraziło chłopca, jednak blondyn nie zwrócił na to uwagi, tylko z powrotem kierował się w stronę samochodu. Gdy znalazł się w środku, zaczął czytać artykuł.

- Dzięki nagraniu i relacji z miejsca zdarzenia możemy zapewnić, że burmistrz Paryża jest zagrożony. Podczas wczorajszej walki z kolejną ofiarą Władcy Ciem, Biedronka została uprowadzona przez nieznanego przestępcę, który uwolni ją, jeśli Czarny Kot przeprowadzi zamach na burmistrza. Z tego też powodu burmistrz zaostrzył swoją ochronę i jest gotowy negocjować z Czarnym Kotem.
Adrien nie mógł już tego znieść. Chłopaka zdziwiło, że dziennikarze dowiedzieli się o wczorajszej akcji, ale jednocześnie przerażały go kłamstwa, jakie o nim podawali.

- „Dlaczego oni tak myślą? Przecież dotąd pomagałem wszystkim i nikogo niepotrzebnie nie narażałem. Dlaczego więc uważają, że planuję zamordować burmistrza? To niepojęte! Naprawdę wierzą, że jestem do tego zdolny?” – pytał sam siebie załamany blondyn, przejęty tymi oszczerstwami na jego temat. Ale po chwili ujrzał światełko w tunelu. – „Alya! Jej Biedroblog! Tam na pewno znajdę osoby, które nie wierzą w ten artykuł i z pewnością życzą mi powodzenia w uratowaniu Biedronki!” – pokrzepiony tą myślą Adrien wyjął swoją komórkę, po czym wpisał nazwę bloga przyjaciółki. Już na wejściu zobaczył nowy wpis sprzed kilku godzin.

- Biedronka Porwana! – głosił tytuł – Wczoraj wieczorem stała się rzecz straszna, moi drodzy! Nasza bohaterka została uprowadzona, a przestępcą jest ten, którego wcześniej uważaliśmy za nowego obrońcę Paryża. Za cenę jej uwolnienia porywacz przedstawił niedorzeczne żądania, zmuszając Czarnego Kota do zamordowania burmistrza. W tej chwili los naszej bohaterki jest w rękach naszego herosa, który pewnie już teraz stara się ocalić Biedronkę z łap złoczyńcy. Czarny Kocie! Jeśli to czytasz, to wiedz, że my w ciebie wierzymy! Na pewno znajdziesz wyjście z tej sytuacji. Powodzenia!

Gdy Adrien skończył czytać, momentalnie w jego oczach pojawiły się łzy. Tego mógł się spodziewać po Alya’i. Na niej zawsze mógł polegać, tak samo jak na Biedronce. Pod wpisem zauważył też wypowiedzi innych, również życzących mu „powodzenia”. Ale była też całkiem duża grupa osób, którzy nie podzielali optymizmu Alya’i.

- Dlaczego to akurat od Czarnego Kota zależy życie Biedronki? Przecież on jest nieodpowiedzialny i na pewno coś zepsuje, zagrażając prawdziwej bohaterce.

- Jak stracimy Biedronkę, to kto nas ocali od Władcy Ciem?! Przecież to ona ratowała nas od Akum, a Czarny Kot tylko przeszkadzał.

- Ten koleś działa impulsywnie i na pewno będzie chciał spełnić żądanie porywacza, zamiast spróbować uratować jakoś Biedronkę.

Takie, ale i inne komentarze zauważał czujny wzrok blondyna. Chłopaka ponownie opanował strach i przerażenie, jednak tym razem czuł coś jeszcze. Pocieszał go lekko fakt, że prawie na każdy podobny komentarz odpowiadała ostro Alya, jednak nie mógł się tym dostatecznie uspokoić.

- „… niedoceniany… i słabszy od Biedronki…” – w jego głowie pojawiło się wspomnienie. Słowa porywacza ukazywały się w jego myślach bez przerwy.

- „On to poznał. Wiedział o tym, zanim ja się zorientowałem. Tak o mnie myślą inni. Za takiego mnie uważają. Ile razy ich ratowałem? Tyle dla nich robię, a oni we mnie nie wierzą. Widzą tylko Biedronkę, a mnie nie zauważają.” – Adrien coraz mocniej czuł gniew i niechęć do innych ludzi. Jego czyny były całkowicie olewane, zauważając tylko jego błędy i wypadki. Impulsywny, nieodpowiedzialny, niepotrzebny – takie mieli o nim zdanie.

- „...ale jednak równy jej mocą…”

- „Dobrze. Skoro takiego mnie chcą, to takiego dostaną.”

* * *

Na szczycie budynku stał gotowy już Czarny Kot. Z tego miejsca miał dobry widok na swój cel: ratusz. Przy okazji na sąsiedniej ulicy mógł dostrzec stary zegar, pilnując przy tym godziny.

- „Dochodzi 19.00. Już czas. Nie wiem, ile czasu mi to zajmie.” – postanowił w myślach Kot, odbijając się mocno od dachu budynku, lądując zaraz potem na kolejnym. Przez cały dzień myślał nad każdą możliwością, jednak doszedł w końcu do wniosku, że tylko to mu pozostało. Biegnąc tak, blondyn wyciągnął zza pleców złożony kij, po czym otworzył w nim mały ekranik. Zielona ikonka koło zdjęcia Biedronki świadczyła, że dziewczyna ma wciąż aktywne Miraculum. Po chwili kliknął na nią, wyświetlając możliwość zadzwonienia. Zawahał się jednak, czując, że to niedorzeczne. Przecież szansa na to, że dziewczyna odbierze, była bardzo mała. Ten przestępca mógł zabrać jej jo-jo, albo po prostu ją pilnuje, by w razie kontaktu Biedronki z Kotem skrzywdzić dziewczynę. Po chwili namysłu Adrien uznał, że jednak warto zaryzykować, klikając przy tym przycisk.

* * *

Nagły dźwięk dzwonka przeraził Marinette nie na żarty. Dziewczyna już od kilku godzin próbowała się wydostać z tej kryjówki, jednak musiała przyznać, że Shadow trafnie określił to miejsce. To pomieszczenie było ogromne,  a każda ścieżka szła tak, że dziewczyna miała wrażenie, że kreci się w kółko. Biedronka śledziła czas swojej przemiany, i jeśli chłopak mówił prawdę, to została jej jeszcze jedna kropka, a to oznaczało, że ma bardzo mało czasu.

Marinette chwyciła za plecami jo-jo, po czym odebrała połączenie. Jednak w tym stanie nie mogła się porozumieć z Kotem, a nie wiedziała, gdzie jest włącznik trybu głośnomówiącego. Po chwili nastolatka wpadła na pomysł. Obok niej leżała nieduża skrzynia, która sięgała jej do bioder. Rzuciła tam zza pleców jo-jo’em, a gdy przedmiot celnie wylądował, podeszła szybko i spojrzała na ekranik. Zobaczyła tam twarz Czarnego Kota, który mówił coś do niej przestraszony, jednak nie mogła go zrozumieć. Schyliła się więc, po czym uderzyła podbródkiem w odpowiedni przycisk, zwiększając głośność.

- Biedronko! Biedronko, jesteś tam?! – pytał głośno chłopak, a Marinette zdała sobie sprawę, że stoi ona w całkowitej ciemności. Jej oczy przyzwyczaiły się do otoczenia, ale Kot nie mógł jej widzieć przez ekranik, mimo naturalnej zdolności kociego wzroku.

- Czarny Kocie! Słyszysz mnie? – odpowiedziała dziewczyna, a na twarzy chłopaka pojawiła się ulga.

- Biedronko! Jednak nic ci nie jest! Całe szczęście. Gdzie jesteś? Jesteś bezpieczna?

- Wszystko dobrze. Tego przestępcy tu nie ma. Za to ja nie wiem, gdzie jestem. Spróbuj wyśledzić sygnał z mojego jo-jo’a! Tak mnie na pewno znajdziesz. – rzekła do niego szybko, a Kot rozpromienił się na tę wiadomość.

- Dobry pomysł! Już namierzam.

- Tylko się pośpiesz. Nie wiem, kiedy on wr… - nie dokończyła, ponieważ nagle ktoś zakrył jej usta dłonią, przyciągając ją mocno do siebie. Gdy Marinette podniosła wzrok, z przerażeniem zobaczyła swojego wroga.

- Biedronko? Moja pani, czy coś się stało?

- Naprawdę myślałaś, że cię tak po prostu zostawię, w ogóle nie pilnując? – spytał z rozbawieniem – Nie jesteś taka mądra, za jaką cię biorą. Ale w sumie dobrze się stało. Oszczędziłaś mi fatygi. – skończył mówić, po czym chwycił drugą ręką  czerwone jo-jo. Oboje widzieli, jak Kot trzyma swój kij obiema rekami, nawołując do ekranu.

- Czekam. – odpowiedział mu Shadow, a blondyn momentalnie zbladł, po czym chłopak wyłączył tryb głośnomówiący, ale zostawił włączone połączenie. Umieścił jo-jo z powrotem na biodra dziewczyny, by zaraz odsunąć się, uwalniając przy tym dziewczynę.

- Za późno! Choćbyś teraz nawet zerwał połączenie, to Czarny Kot już ma współrzędne tego miejsca i przybędzie, aby cię pokonać. – krzyknęła pewnie Marinette, czując że szczęście znów jej sprzyja.

- Na twoim miejscu bym się tak nie cieszył. – odezwał się spokojnie Shadow, sprowadzając Biedronkę na ziemię – Jego przyjście bez wykonania żądania nie skończy się dla ciebie dobrze, pamiętasz? – dokończył wypowiedź, a Marinette przeszedł lekki dreszcz. Jego ton i spokój mówił dziewczynie, że on jest pewny swoich słów, jak i czynów, a to wcale nie pocieszało nastolatki.

- „Nie,… to niemożliwe. On zmyśla, na pewno! Przecież  jest w podobnym wieku, co ja, więc nie może tego zrobić. Nie mógłby.” – a już na głos rzekła odważnie – Myślisz, że dam się na to nabrać? Znam cię dostatecznie i mimo, że tak mówisz, to na pewno tego nie zrobisz! Może i jesteś zły, ale…

- Ooo, i tu się,…Biedronko,… bardzo mylisz. – przerwał jej chłopak, po czym kontynuował – Możesz mówić, że jestem zły, nikczemny, czy wstrętny - to prawda. Ale zapewniam cię… - zatrzymał się, równocześnie podnosząc rękę za głowę. Gdy lekko pociągnął, ukazała się dziewczynie rękojeść i fragment ostrza czarnej katany. Na ten widok Marinette straciła odwagę. - … nie znasz mnie, ani nie wiesz, do czego jestem zdolny. – zakończył zimnym, wręcz groźnym głosem.

* * *

Do Czarnego Kota wreszcie powróciła nadzieja. Ta minutowa rozmowa dała mu więcej, niż mógł oczekiwać. Po pierwsze dowiedział się, że Biedronce nic nie jest, a po drugie w końcu wiedział, gdzie ona się znajduje. Dzięki sygnału z jo-jo’a bohaterki, blondyn zdołał zlokalizować jego położenie. Było to na obrzeżach Paryża, w jednym z tamtejszych magazynów. Raz tamtędy przejeżdżał i jeśli dobrze zapamiętał, to odbywała się tam właśnie przebudowa kilku z nich, przez co ich zawartość wylądowała w największym magazynie. Sam Adrien był pod wrażeniem jego długości, wyobrażając sobie istny labirynt między ścianami, stworzonymi ze skrzynek. Nagle blondyn zdał sobie sprawę, że może być bardzo blisko prawdy, więc będzie musiał się spieszyć. Odnalezienie Biedronki w tamtym miejscu może nie być proste.

Gdy Kot skierował się w kierunku sygnału, w jego głowie pojawiły się słowa.

- Ile warte jest życie twojej przyjaciółki.” – na to wspomnienie Adrien momentalnie się zatrzymał. Choć dusza wprost rwała się na spotkanie z porywaczem jego Pani, to mimo wszystko rozsądek utrzymywał go w miejscu.

- „A co, jeśli to podstęp? Może tego właśnie ode mnie chce? Wciąż odbieram sygnał z jo-jo’a Biedronki, zupełnie jakby wcale go nie wyłączył. To wygląda zupełnie jak zaproszenie, abym dał mu powód do skrzywdzenia Biedronki. Nie mogę tam iść!” – rzekł w myślach blondyn, cofając się kilka kroków do tyłu. Cała jego nadzieja legła w gruzach. Wrócił do punktu wyjścia, przy czym dobrze wiedział, że pozostało mu już tylko jedno. – Jednak muszę to zrobić. Dla dobra Biedronki.

* * *

Przed ratuszem działo się istne pospolite ruszenie. Pod przednią ścianą budynku stał rządek radiowozów, a w każdym siedziało przynajmniej dwóch policjantów. Pojazdów było ok. dziesięciu. Dodatkowo przy każdym rogu ratusza znajdowała się furgonetka z „policyjnych sił specjalnych”. W powietrzu zaś latało z pięć śmigłowców, obserwujących otoczenie za pomocą reflektorów. Ogólnie zamiast spokojnego ratusza wszyscy widzieli teraz niedostępną twierdzę. Czarny Kot, który stał na pobliskim budynku, nie miał wątpliwości, że to dla niego specjalnie przygotowany „komitet powitalny”.

Nie chcąc tego dłużej ciągnąc, Adrien zeskoczył z dachu na środek placu przed ratuszem. W jednej chwili skierowały się na niego światła śmigłowców, a z samochodów wyszli funkcjonariusze policji, ustawiając się w kilkurzędowy mur.

- Stój, Czarny Kocie! – krzyknął jeden z nich, zapewne komisarz – Ani kroku dalej!

- Chcę porozmawiać z burmistrzem. – rzekł sucho Kot, obserwując wszystkich czujnie.

- A on chce rozmawiać z tobą. – odpowiedział mężczyzna, po czym wskazał ręką na ekrany nad wejściem do ratusza. Po chwili pojawiła się na nich postać burmistrza.

- Witam, Czarny Kocie. W jakiej sprawie do mnie przychodzisz? – spytał „uprzejmie” Bourgeois, jednak blondynowi nie umknęło jego zachowanie. Nawet przez ekran chłopak dostrzegł, że burmistrz lekko drży, a w dłoni trzyma białą chusteczkę. To ewidentnie wskazywało, że ojciec Chloe jest mocno zestresowany, choć próbował to ukryć.

- Chcę z panem porozmawiać na osobności. – przedstawił prośbę Kot, wywołując u mężczyzny tylko większy niepokój.

- Posłuchaj, Czarny Kocie. Wiem, co się stało z Biedronką i szczerze się o nią martwimy. Jednak dowiedziałem się, jakie żądania przedstawił ci ten chłopak, dlatego zrozum, że nie mogę z tobą rozmawiać na osobności. Oczywiście możemy się spotkać, jednak tylko wtedy, kiedy oddasz swój kij, pozwolisz się zakuć w kajdany i i eskortować w liczbie pięciu funkcjonariuszy policji. – przedstawił propozycje burmistrz, jednak Adrien nie mógł już tego słuchać. Ten brak zaufania tylko pogłębiał jego gniew.

- Nie mamy na to czasu, burmistrzu! Biedronka jest w śmiertelnym zagrożeniu i jeśli mam ją ocalić, to muszę z panem pomówić na osobności. Już wiem, jak ją uratować. – chłopak próbował przekonać burmistrza, jednak ten zaprzeczył energicznie głową.

- Nie mogę się na to zgodzić! Jesteś zbyt niebezpieczny, a ja nie mogę ryzykować…

- MAM TEGO DOŚĆ! – krzyknął rozwścieczony Kot, wyciągając zza pleców swój koci kij – Nie zamierzam ryzykować życie Biedronki! Skoro nie chce pan zejść, to ja pójdę do pana. – dokończył chłopak, a burmistrz momentalnie zbladł.

- ZATRZYMAĆ GO!!! – krzyknął nie ukrywając już przerażenia, a policjanci rzucili się jednocześnie na blondyna. Ten również skoczył, biorąc zamach swoją bronią.

Chłopak uderzył w przeciwników z dużą siłą, od razu przewracając kilku mężczyzn. Nie zatrzymując się, Kot biegł wciąż w stronę wejścia do ratusza, uderzając we wszystkich, którzy próbowali mu przeszkodzić. Już raz pokonał podobną armię, tak więc i teraz był pewny, że mu się uda przejść.
Po dość szybkim czasie Adrien dobiegł do ratusza i pognał korytarzami do gabinetu burmistrza, nokautując spotkanych strażników. Za sobą słyszał hałas i odgłos licznych butów, co świadczyło o dość dużym pościgu. W końcu dobiegł do właściwych drzwi. Nie patyczkując się otworzył je z kopa, wdzierając się do pomieszczenia na oczekiwane spotkanie z burmistrzem.

Mężczyzna stał zza swoim biurkiem i mówił coś akurat do swojej komórki, którą trzymał w dłoni. Na widok Czarnego Kota zbladł jeszcze bardziej, po czym zaczął głośno krzyczeć.

- ON TU JEST! DO MNIE, ON TU JEST! – jednak nawet nie musiał tego robić, gdyż na końcu korytarza, prowadzącego do gabinetu, pojawiło się jego wsparcie. Na ten widok blondyn nie zamierzał już czekać. Zamknął szybko drzwi, po czym rzucił się w stronę najbliższej szafy i zaczął ją przesuwać pod wejście do biura. Zdążył w ostatniej chwili, czego dowodem było mocne walenie we 
wrota.

Czarny Kot z chęcią by teraz odpoczął, jednak zdawał sobie sprawę, że ma coraz mniej czasu. Porywacz nakazał mu przyjść wieczorem z dowodem spełnienia żądania, a zbliżała się już 20.00. Chłopak więc nie zamierzał ryzykować, dlatego przeszedł on do działania.

- P-p-proszę, n-nie rób t-tego! – błagał burmistrz, śmiertelnie tym wszystkim przerażony. Sroga mina Adrien’a tylko pogłębiała ten stan.

- Mówiłem, że mam do ciebie sprawę.

- B-bła-gam! Zrobię, co zechcesz, ale nie rób mi krzywdy! Mam córkę, jedyną córeczkę! Proszę, zrozum!

- A Biedronka nie ma własnej rodziny?! Rodziny, która chce ją pewnie z powrotem odzyskać?! Mówisz, że zrobisz dla mnie wszystko, ale ja zrobię też wszystko dla Biedronki.

* * *

Przed wejściem do magazynu stali: wyprostowany Shadow, a tuż zanim lekko wyczerpana Biedronka. Dziewczyna od niedawna zaczęła odczuwać zmęczenie, co nie wróżyło dla niej dobrze. Po raz pierwszy znajdowała się w takim stanie, dlatego nie wiedziała, do czego to prowadzi. Domyśliła się jednak, że za niedługo skończy się czas jej przemiany, a Tikki, resztkami sił, próbuje utrzymać ją jak najdłużej, używając pewnie do tego jeszcze energii Marinette. Pocieszało to trochę nastolatkę, ponieważ dzięki temu jej przyjaciółka dała ciemnowłosej więcej czasu.

Jednak mimo tej krótkiej radości, dziewczynę znów ogarnęły obawy. Czarny Kot już dawno temu powinien się zjawić, aby spróbować ją uratować. Nie obawiała się, gdyż szczerze wierzyła, że chłopakowi uda się ją uwolnić, by razem zmierzyć się z przeciwnikiem. Jednak dotąd nigdzie nie było widać blondyna, a czas powoli się kończył. Dziewczyna zaczęła się obawiać, że chłopak naprawdę zamierzał spełnić żądania złoczyńcy.

Jej rozmyślenia przerwało nagłe pojawienie się przyjaciela, który zeskoczył z dachu innego magazynu i wylądował naprzeciw porywaczowi. Na jego twarzy gościł chłodny spokój.

- Wypuść ją. – rzekł na powitanie, przybierając surowszy wyraz. Na jego słowa Shadow tylko wzruszył ramionami.

- Nie zgrywaj twardziela, skoro nim nie jesteś. To bardzo dziecinne zachowanie z twojej strony. – odpowiedział zaczepnie, ale Kot trzymał się twardo i nie dał się sprowokować – Dowód?

- Włącz jakikolwiek program, to się dowiesz. – odrzekł tylko blondyn, a przeciwnik zaśmiał się lekko.

- Spodziewałem się, że powiesz coś takiego. I słusznie! To chyba najlepszy dowód, jaki mi możesz dać. – odpowiedział wesoło, po czym odwrócił się i podszedł on do Biedronki. Ta śledziła jego ruchy z lekką obawą, jednak on tylko wziął z jej bioder jo-jo i zaraz potem wrócił do Kota.

- Nie obrazicie się, że skorzystam z tego? Nie chce mi się szukać najbliższego sklepu AGD. – spytał uprzejmie, ale nie dostał odpowiedzi. Oboje parzyli na niego czujnie i w skupieniu. – Milczenie oznacza zgodę, więc… - rzekł chłopak, po czym uruchomił jo-jo. Złapał on częstotliwość wieży telewizyjnej i włączył pierwszy lepszy program.

- Wiadomość z ostatniej chwili! Burmistrz Bourgeois nie żyje!!! Kilkanaście minut temu na ratusz napadł Czarny Kot, żądając spotkania z burmistrzem! Po niespełnieniu warunków ze strony władzy, niegdysiejszy bohater zaatakował funkcjonariuszy policji, po czym wtargnął do budynku i doszedł do gabinetu, gdzie przebywał burmistrz. Policjanci próbowali się dostać do pomieszczenia, gdy jednak im się to udało, okazało się, że było już za późno. Na miejscu jest nasz reporter. – zakończyła prezenterka, a na ekranie pokazał się gabinet burmistrza.

- Jak państwo widzą, pomieszczenie jest mocno uszkodzone. Szafki, krzesła i biurko nadają się już tylko na opał. Jednak najstraszniejszą rzeczą w tym gabinecie było ciało naszego burmistrza. – mówił komentator, a obraz skierował się na sytuację, jak lekarze okrywają ciało prześcieradłem – Z obserwacji lekarzy dowiedzieliśmy się, że na ciele burmistrza nie ma żadnych ran, które mogłyby skutkować śmierć. Podejrzewamy jednak, że Kot mógł użyć Kotaklizmu. – po tych słowach, jak na potwierdzenie tych słów, Kot uniósł dłoń, pokazując pierścień. Zarówno Shadow, jak i Biedronka ujrzeli widoczne dwa ostatnie znaczki na Miraculum Kota. – Oczywiście w celu schwytania Kota wysłano wszystkie jednostki paryskiej poli… - głos prezenterki się urwał, kiedy Shadow zamknął ekran jo-jo’a, przerywając sygnał. Przez kilka minut trwała niepewna cisza, kiedy to bohaterowie patrzyli uważnie na przeciwnika. Zarówno Kot, jak i Biedronka przygotowywali się na ewentualną walkę.

- Ha ha ha ha! – młodzież wzdrygnęła się zaskoczona, słysząc nagły śmiech chłopaka. Śmiał się tak przez chwilę, a gdy skończył, zwrócił się do blondyna.

- Słowo się rzekło. – rzekł tylko, po czym podszedł on do Biedronki, po chwili ją uwalniając. Gdy Biedronka masowała dłonie w miejscach więzów, Shadow odezwał się do niej.

- To chyba twoje. – w tym samym momencie unosząc w ręku jo-jo. Nim dziewczyna zdołała się ruszyć, tuż za nią pojawił się Kot, łypiąc gniewnie na chłopaka. Nie spuszczając wzroku z „oczu”” przeciwnika, Biedronka podniosła dłoń i wzięła przedmiot, odchodząc zaraz potem od niego na krok. – Do następnego spotkania. – rzekł jeszcze na pożegnanie, po czym odwrócił się i ruszył w mrok.

- Shadow! – krzyknęła nagle ciemnowłosa, a wspomniany chłopak odwrócił się w jej stronę – Pokonamy cię. – rzekła poważnie w jego stronę, a Shadow zaśmiał się lekko.

- Udowodnijcie to. – po czym zniknął im oczu pod zasłoną nocy. Bohaterowie stali tak przez chwilę, aż w końcu Kot zwrócił się do dziewczyny.

- Shadow?

- Tak się nazywa. – odpowiedziała Biedronka, wciąż obserwując miejsce, gdzie zniknął. Po chwili jednak poczuła, jak przyjaciel obejmuje ją lekko, zaskakując tym samym dziewczynę.

- Całe szczęście, że nic ci się nie stało. – odezwał się cicho Kot, a Marinette poczuła nagle coś mokrego na ramieniu. Prawda zaskoczyła dziewczynę. Nie mogła uwierzyć, że Kot naprawdę płakał z jej powodu. Wzruszona Biedronka oddała uścisk, odpowiadają szeptem przyjacielowi.

- Dziękuję, że po mnie przyszedłeś.
Stali tak przez chwilę, gdy nagły dźwięk z pierścienia Kota otrząsnął ich oboje. Odsunęli się od siebie, po czym blondyn popatrzył na Miraculum, a później na dziewczynę.

- Mam już bardzo mało czasu.

- Ja pewnie tak samo.

- Odprowadzić cię gdzieś? – spytał z nadzieją w głosie, jednak Biedronka zaprzeczyła z uśmiechem głową.

- Spokojnie, poradzę sobie. Nic mi już nie grozi, więc nie musisz się martwić. – odpowiedziała, a blondyn pokiwał lekko głowa.

- A więc, do zobaczenia, moja Pani. – rzekł z ukłonem, po czym pobiegł w jedną stronę ulicy, a Biedronka w drugą.

- Do zobaczenia, Czarny Kocie. – pożegnała się radośnie dziewczyna, kierując się w stronę swojego kochanego domu, gdzie pewnie jej rodzice odchodzą od zmysłów.

* * *

Jednak to nie był jeszcze koniec dnia dla Czarnego Kota. Blondyn ukrył się miedzy magazynami, anulując przemianę w bohatera. Tej nocy musiał jeszcze coś zrobić. Dzięki temu, że z uwagi na Plaga zawsze ma przy sobie jego ulubiony ser, chłopak mógł już po kilku minutach ruszać dalej w drogę jako Czarny Kot. Jego celem był jeden, szczególny budynek.

W końcu blondyn doszedł na miejsce. Stał przed dużym, białym szpitalem. Nie czekając na nikogo, Adrien wszedł do budynku. W środku znajdowało się kilku pacjentów, oczekujących na lekarzy oraz pielęgniarka przy recepcji. Gdy kobieta ujrzała Kota, uśmiechnęła się lekko do niego, po czym kiwnęła głową w stronę schodów. Blondyn również się uśmiechnął, po czym ruszył na następne piętro.

Po pewnym czasie chłopak stanął przed drzwiami jednego z pomieszczeń dla pacjentów. Gdy chłopak zapukał, usłyszał głos.

- Proszę wejść. – a gdy otworzył drzwi, uśmiechnął się do osoby lezącej na łóżku, obejmując przy okazji blondwłosą nastolatkę.

- Czarny Kot! I jak poszło? Jest bezpieczna?

- Tak,… dzięki Panu, panie burmistrzu. – odpowiedział Kot, kłaniając się lekko w stronę mężczyzny. Pan Bourgeois oddał gest, po chwili mówiąc.


- Wybacz, że w ciebie wątpiłem.