niedziela, 17 września 2017

Miraculum: Rozdział 2

Witam i pozdrawiam!!! Cześć Wam po mojej dłuższej nieobecności. Tęskniliście? Pewnie nie, ale nadzieja zawsze jest... Żartuję! No więc ponownie witam Was na tym blogu. Co tam u Was? Zdrowie dopisuje? Głupie pytanie, a dlaczego? Bo rozpoczął się dla niektórych rok szkolny (ale nie dla mnie ;) ). Przechodziłem już przez to i bardzo Wam współczuję, ale tak już jest. Zapewniam jednak, że na szkole to się nie kończy. Studia to też nie zabawa.
Ale koniec takiego gadania po próżnicy. Nie po to ty zaglądacie. mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodoba i wynagrodzi ten długi okres oczekiwania.
Zapraszam!!!


Rozdział 2

Na środku ulicy stali wciąż zszokowani Biedronka i Czarny Kot, a naprzeciwko nich znajdował się ich nowy przeciwnik. Oboje byli zaskoczeni, że ten domniemany sojusznik okazał się jednak ich następnym wrogiem, a na dodatek nie takim słabym. Nie mieli zbyt optymistycznych myśli na ten temat.

Chłopak wciąż stał spokojnie i obserwował tutejszych bohaterów. Po chwili zaś rzekł:

- Widzę, że jeśli ja nie zacznę, to nikt tego nie zrobi. – odezwał się obojętnie, po czym skoczył szybko w stronę Czarnego Kota i, zanim on zdążył choćby mrugnąć, uderzył go mocno w brzuch, posyłając przerażonego chłopaka na ścianę.

- CZARNY KOCIE!!! – krzyknęła wstrząśnięta dziewczyna, a po chwili spojrzała ze złością na agresora.

- Teraz jesteśmy sami,… Biedronko.

Bohaterka nie wytrzymała i zaatakowała przeciwnika. Zaczęła bić, kopać, zadawać ciosy, byle trafić tego, kto skrzywdził jej przyjaciela. On zaś ze spokojem parował każde jej uderzenie jedną dłonią. Przemieszczali się tak przez kilka minut, gdy nagle przeciwnik zaczął mówić.

- Biedronka,... bohaterka Paryża,… posiadająca moc tworzenia i oczyszczania,… mająca miraculum Biedronki,… a więc będąca przyjaciółką kwami,… Tikki. Można rzec, że jest światłem tego miasta. Pewna siebie dziewczyna,… a zarazem tak zagubiona pod względem swoich możliwości. – mówił powoli, ze spokojem, a dziewczyna słuchała go z otwartymi szeroko oczami.

- S-skąd ty to w-wiesz? – spytała z szokiem Biedronka, ale nie otrzymała odpowiedzi. Oprócz tego chłopak po raz pierwszy zadał cios, jednak dziewczyna zdołała go uniknąć. Teraz role się odwróciły i to Biedronka zaczęła unikać uderzeń. Po ostatnim ciosie dziewczyna szybko odskoczyła na niewielką odległość i spojrzała na przeciwnika.

- Skąd ty to wiesz?! – spytała poważnie, jednak ponownie nie otrzymała odpowiedzi. Chłopak zaś stanął wyprostowany i wyciągnął w jej stronę rękę, „zapraszając” ją do walki. Marinette spochmurniała, gdyż odczytała znaczenie tego posunięcia. Chciał jej powiedzieć: - „Odpowiem ci, jak mnie pokonasz”. Dziewczyna wyprostowała się i wyciągnęła swoje jo-jo. Nieważne, jaki jest silny, wydusi z niego odpowiedź.

Biedronka zamachnęła się i rzuciła jo-jo’em w przeciwnika. Ten szybko uniknął ciosu, ale nie minęła sekunda, a już leciał kolejny atak. Teraz odbił przedmiot dłonią, a dziewczyna zgrzytnęła zębami. Gdy po raz trzeci rzuciła jo-jo’em, stało się coś nieprawdopodobnego. Chłopak nie uniknął, nie sparował, a złapał przedmiot i, korzystając z nieuwagi dziewczyny, pociągnął mocno za sznurek. Biedronkę dosłownie ściągnęło z nóg i wręcz uniosła się w stronę przeciwnika. Jednak to nie był koniec. Chłopak zaczął kręcić linką tak, że wokół dziewczyny uformowały się kręgi. Gdy ponownie pociągnął za sznurek, dziewczyna została mocno związana swoim własnym jo-jo’em. Biedronka upadła boleśnie na ziemię i poturlała się tuż pod nogi przeciwnika. Ten zaś położył jedną nogę na jej pierś, zupełnie jak na upolowaną zwierzynę.

- To już chyba koniec, Biedronko. – rzekł w jej stronę, a sama dziewczyna miała już dość tego jego spokoju.

- CZEGO OD NAS CHCESZ?! O CO CI CHODZI?! Dlaczego pokonałeś Zapaśnika, skoro mogłeś poczekać, aż nas wykończy?! Po ci to było?! – pytała wściekła, próbując się uwolnić, jednak linka mocno ją ściskała.

- Pytasz, dlaczego? A o cóż innego może mi chodzić? Oczywiście, że chcę wasze miracula. – wyjaśnił w końcu, a Marinette otworzyła szeroko oczy.

- Ty też chcesz je nam odebrać?! Ale dlaczego tak wam na nich zależy?! A skoro tak, to czemu nie pomogłeś Władcy Ciem nam je zabrać?!

- Ponieważ są mi do czegoś potrzebne, a Władca Ciem to jedynie drobna przeszkoda. Nie interesują mnie jego motywy. – odpowiedział wciąż spokojnie, po czym wyciągnął rękę w stronę kolczyków. – Przykro mi to mówić, ale to koniec,… Biedronko. – rzekł jeszcze na zakończenie, wywołując strach u dziewczyny. Jednak zanim zdążył zabrać jej miraculum, został odepchnięty przez wydłużający się koci kij Czarnego Kota. Chłopak szybko odbił się od przedmiotu i wylądował w pewnej odległości od Biedronki. W tej samej chwili przy dziewczynie zjawił się jej przyjaciel.

- Przepraszam ponownie, moja pani. Ten ostatni atak trochę mnie ogłuszył. – wyjaśnił z przepraszającym uśmiechem, a Biedronka westchnęła z ulgą.

- Całe szczęście, że przyszedłeś. Teraz szybko, rozwiąż mnie! Razem damy mu radę. –poprosiła, a bohater kiwnął głową. Jednak w tym momencie zjawił się ich przeciwnik i odepchnął Kota z dala od dziewczyny.

- Wybacz, ale z tobą też mam do pogadania, a nie chciałbym, żeby ona nam przeszkadzała.

- Przepuść mnie. – rzekł zimno Adrien, ale tamten nie ruszył się z miejsca.

- Zmuś mnie. – odpowiedział, a Kot zaatakował go błyskawicznie swoim kijem. Rozpoczęła się kolejna potyczka, gdzie Czarny Kot zadawał ciosy swoją bronią, a przeciwnik je unikał, bądź parował. Nieważne, jak Adrien się starał, ten drugi zdawał się przewidywać jego ataki. I tu również nagle odezwała się tajemnicza postać.

- Czarny Kot,… siła i podpora Biedronki,… chłopak władający zniszczeniem i chaosem,… posiadający miraculum Kota,… a więc mającego za towarzysza… leniwego Plagg’a. Wydawałoby się,… że jest niedoceniany… i słabszy od Biedronki,… ale jednak równy jej mocą. Doskonały chłopak,… a mimo to więzień spoza więzienia. – na usłyszane słowa Adrien przeraził się.

- „T-to… t-tak podobne do mnie! Skąd on o tym wie?! Jak się dowiedział?” – zadawał sobie pytanie, ale po chwili postanowił później to przemyśleć, by teraz skupić się na walce. Tym razem wymierzył cios w jego nogę, mając nadzieję, że zwali go tym na ziemię. Ale się przeliczył.
Jego przeciwnik nie cofnął nogi, tylko ustawił ją pewniej, przyjmując uderzenie. Zanim Kot zdołał zabrać kij, rywal zrobił szybki obrót na jednej nodze, uderzając drugą kończyną w broń, wyrywając ją tym samym z rąk Adrien’a. Blondyn był tym mocno zszokowany.

- I jak teraz sobie poradzisz bez swojego kijka? – zadał prowokacyjne pytanie, a Kot popatrzył na niego z obojętnym wyrazem twarzy.

- Nie potrzebuję go, aby cię pokonać. – odpowiedział zimno, po czym zamachnął się pięścią, jednak przeciwnik sparował cios. Nastąpiła kolejna wymiana ciosów, w trakcie której żaden z walczących nie otrzymał ciosu.

- „Cholera, dobry jest. Dotąd nikomu nie udawało się unikać wszystkich moich uderzeń. Gdzie on ćwiczył?” – zapytał siebie w myślach Kot, gdy nagle jego przeciwnik chwycił go za wyciągniętą rękę, obrócił się szybko i przerzucił Kota nad sobą, uderzając nim z ogromną siłą w ziemię. Adrien jękną z bólu, ale to nie był koniec. Rywal, wciąż trzymając Kota, zrobił pełny obrót i cisnął bohaterem w pobliski budynek. Blondyn pogodził się z myślą o kolejnym ataku bólu, gdy nagle z boku wyskoczyła Biedronka i złapała zszokowanego chłopaka, ratując go przed pewnym złamaniem.
Dziewczyna postawiła przyjaciela na ziemi, a uratowany westchnął z ulgą.

- Dziękuję, moja pani. Już myślałem, że jest po mnie.

- Teraz jesteśmy kwita, Kocie. Nie mogłam pozwolić, abyś odszedł stąd ze świadomością, że wiszę ci przysługę. – odpowiedziała z uśmiechem, a chłopak popatrzył na nią podejrzliwie.

- A złapałabyś mnie, gdybym ci wcześniej nie uratował życia?

- Hmm, musiałabym się zastanowić. – odrzekła zadumana Biedronka, lecz po niecałej chwili zaczęła się śmiać wraz z blondynem, kompletnie zapominając o przeciwniku. Z lepszym humorem dziewczyna pomogła wstać przyjacielowi, po czym razem odwrócili się w stronę wroga.

- Jak widzisz, teraz jesteśmy razem. Od tej chwili wszystko się zmieni. – rzekła pewnie w jego stronę.

- Radziłbym ci się poddać. Może osobno miałeś z nami szansę, ale skoro jesteśmy tu we dwójkę, to jesteś na przegranej pozycji. – dopowiedział też Kot. Przeciwnik jednak wciąż stał w tym samym miejscu i obserwował ich ze spokojem. To zachowanie już powoli irytowało bohaterów, ale nie zamierzali pozwolić wytrącić się z równowagi.

- Zaczynajmy, Czarny Kocie. – rzekła poważnie Biedronka, po czym oboje krzyknęli:

- Szczęśliwy traf!!!

- Kotaklizm!!!

Na prawej ręce Kota pojawiła się czarna poświata, zaś dziewczyna wypuściła z jo-jo’a małe, czerwone motylki, które zaczęły zmieniać się w losową rzecz. Biedronka już wyciągnęła rękę, aby przechwycić stworzony przedmiot, gdy nagle ogarnęło ją zdumienie. Tym „szczęśliwym trafem” była… jasno-czerwona chusteczka, przymocowana do krótkiego patyka. Gdy zszokowana dziewczyna podniosła ten przedmiot, nie mogła odgonić wrażenia, że wygląda jakby miała się zaraz poddać. Zdumienie Biedronki podzielał również jej przyjaciel, który patrzył na przedmiot z lekkim strachem.

- Dlaczego ci się stworzyło właśnie to? Przecież dotąd przy każdej walce „szczęśliwy traf” wytwarzał nam bardzo przydatne przedmioty. Więc dlaczego wypadła ta chusta? – zastanawiał się na głos chłopak, a dziewczyna sama nie potrafiła wytłumaczyć tego, co się stało.

- Czy to nie oczywiste? – usłyszeli przed sobą głos, a nastolatkowi podnieśli wzrok na przeciwnika. Biedronka mogła przysiąc, że usłyszała u niego drwinę.

- Nie wiem, co za bzdury układasz w swojej głowie, ale wiec, że my się nie poddajemy. Nie, kiedy od tego zależy bezpieczeństwo mieszkańców Paryża. – odpowiedziała twardo dziewczyna i przygotowała się do ataku. Zanim jednak ruszyła, szepnęła jeszcze w stronę Kota.

- Nadal nie wiemy z kim walczymy, Kocie. Możesz spróbować zniszczyć jego maskę? - spytała dziewczyna, a chłopak się uśmiechnął w odpowiedzi.

- Postaram się. – odpowiedział, po czym skoczył w stronę przeciwnika. Teraz miał utrudnioną sytuację, gdyż miał do dyspozycji tylko lewą rękę. W prawej uaktywnił Kotaklizm, więc pierwsze, co zdoła dotknąć, zostanie obrócone w proch. Mimo to chłopak nie zamierzał się poddać i walczył zaciekle, próbując dostać się do celu.

W między czasie Marinette obserwowała cały teren dookoła. Miała nadzieję, że uda jej się znaleźć coś, co będzie mogła wykorzystać w walce. Jednak wszystko poszło na marne, gdyż ani jeden przedmiot nie został przez nią wychwycony, nawet przez jej „instynkt Biedronki”. Zawiedziona dziewczyna spojrzała na walczących chłopców i czekała na odpowiedni moment, aby wkroczyć do akcji.

W końcu nadarzyła się okazja. Czarny Kot został odepchnięty na kilka metrów, a ich przeciwnik brał zamach, aby wymierzyć potężny cios. Wtedy właśnie Marinette rzuciła jo-jo’em w chłopaka, łapiąc go za rękę, wybijając go przy tym z rytmu. Tę chwilę nieuwagi wykorzystał Kot i kiedy przeciwnik spojrzał na Biedronkę, blondyn podbiegł szybko i wyciągnął prawą rękę w stronę maski.

- „Uda mi się!”

- „Dawaj, Czarny Kocie!”

Jednak radość bohaterów trwała tylko chwilę. Przeciwnik odchyli szybko głowę, unikając ataku Kota, po czym złapał go za prawą rękę, jednocześnie podcinając jego nogi, by po chwili przycisnąć go mocno do ziemi. Przytrzymując blondyna, chłopak złapał unieruchomioną ręką za linkę jo-jo’a, po czym zrobił potężny zamach, ciągnąc przy tym przerażoną dziewczynę. Marinette z szokiem zauważyła, że leci centralnie w ścianę. Błyskawicznie zrozumiała, że ma dwa wyjścia. Albo puścić jo-jo, unikając spotkania ze ścianą, ale przy tym tracąc swoją broń, która wyląduje u przeciwnika, lub uwolnić go, tym samym również udaremnić spotkanie z przeszkodą. Biedronka wiedziała, że nie ma wyboru, więc pociągnęła za linkę, odwiązując tym samym jo-jo od chłopaka, po czym odskoczyła szybko w bok, jednak prędkość była zbyt duża i dziewczyna nie zdążyła się zatrzymać, przez co uderzyła w inną ścianę. Marinette zsunęła się po chwili oszołomiona z przeszkody.

Na polu walki pozostał już tylko Kot, który był przytrzymywany za rękę przez swojego przeciwnika. 
Dodatkowo chłopak przygniótł bohatera kolanem, a drugą ręką unieruchomił lewą dłoń. Tak więc Adrien nie miał jak się ruszyć.

- Plan był niezły, muszę wam to przyznać. Mógłby się nawet powieść, gdyby nie fakt, że już was trochę znam. Jesteście bardzo przewidujący. – skomentował przeciwnik, a blondyn popatrzył na niego ze złością.

- Miałeś po prostu szczęście, i dobrze o tym wiesz. – rzucił wściekle, próbując się przy tym uwolnić, ale bez skutku.

- Może tak, może nie. Niestety, ale raczej się tego nie dowiecie. – odpowiedział spokojnie chłopak. Jednak na tym nie skończył i po chwili podniósł on dłoń Czarnego Kota, chwytając go za nadgarstek.

- Mam pytanie. Masz może pojęcie, jak potężną dzierżysz moc? – spytał on blondyna. Adrien na chwilę zaniemówił i zdziwił się tym pytaniem. Wydawać się może, że odpowiedź jest prosta, ale teraz chłopak czuł, że jest zupełnie inaczej.

- Widzę w twoich oczach, że nie znasz prawdy. Wiedz, że ta moc jest w stanie zniszczyć… miraculum! – rzekł z mocą przeciwnik, po czym chwycił on dłoń Kota od zewnątrz i zacisnął ją mocno w pięść. Adrien krzyknął z bólu i ponowił próbę uwolnienia, ale wciąż bez skutku. Po chwili jednak poczuł, jak wróg luzuje uchwyt na jego środkowym i serdecznym palcu, by błyskawicznie odgiąć boleśnie środkowego. Adrien ponownie krzyknął, gdyż czuł się, jakby miał już złamany palec. A jeśli nie był uszkodzony, to wiedział, że wystarczy jeden ruch, aby się taki stał.
Kot w końcu otworzył z trudem oczy, ale gdy spojrzał na swoją dłoń, momentalnie zapomniał o bólu. Jego prawą dłoń przytrzymywał przeciwnik jedną ręką, zaś drugą trzymał jego dwa „luźne” palce, z czego środkowy znajdował się idealnie nad pierścieniem. Po tym widoku do chłopaka doszła wcześniejsza odpowiedź przeciwnika. Teraz już czuł wyłącznie strach.

- Wystarczy jeden ruch, a zniszczenie przeleje się do pierścienia. Jeden ruch, a stracisz zarówno moc,… jak i przyjaciela. – rzekł chłopak, a Adrien patrzył na niego z przerażeniem. – Ale masz szczęście. Twoje miraculum jest mi do czegoś potrzebne, a szkoda byłoby je teraz zniszczyć. – dopowiedział przeciwnik, po czym rozluźnił lekko palce Kota, wciąż jednak mocno go trzymając. Mimo, że tego nie okazywał, to Adrien westchnął z ulgą w myślach.

Nagle zza pleców przeciwnika pojawiła się Biedronka, która rzuciła się na niego z krzykiem:

- ZOSTAW GO!!! – i wymierzyła cios ręką w jego głowę. Chłopak jednak nie dał się zaskoczyć. Obrócił się szybko w jej stronę, złapał za jej dłoń, po czym z rozmachem rzucił ją w stronę najbliższej ściany. Czarny Kot, widząc sytuację swojej przyjaciółki, korzystając z uwolnionych rąk, też się zamachnął na przeciwnika. Ten jednak zrobił to samo, co wcześniej z dziewczyną i cisnął chłopakiem w ślad za Biedronką.  Uderzenia obojga bohaterów były bardzo bolesne.

Gdy kurz opadł, na ziemi leżeli Biedronka i Czarny Kot. Oboje byli zupełnie wyczerpani, tak że nie mieli siły nawet usiąść. Po chwili jednak, z grymasem bólu na twarzy, udało im się obrócić na plecy. Gdy otworzyli oczy, zobaczyli nad sobą stojącego przeciwnika.

- N-na c-co cz-czekasz? – wyszeptała z trudem Biedronka, patrząc prosto w „oczy” maski. – W-wygrałeś. Skończ już tę farsę. – dokończyła dziewczyna, zgadzając się na ten los. Chłopak patrzył na nich przez chwilę, po czym rzekł.

- Mógłbym, ale jednak tego nie zrobię. Powiedźmy, że dam wam jeszcze jedną szansę. – na jego słowa młodzież otwarła oczy ze zdziwienia. – Bo co to za zabawa, kiedy pokonuje się kogoś z taką łatwością. Zachowajcie wasze miracula. Mój cel nie jest taki pilny. Macie szczęście, że jeszcze mam coś do zrobienia. – zakończył wypowiedź, po czym spojrzał w bok. Między ruinami mieszkań zauważył kamery i reporterów, którzy śledzili każdy jego ruch. Po raz pierwszy przy kimś westchnął.

- „Nienawidzę telewizji.” – rzekł w myślach i ponownie spojrzał na zszokowanych bohaterów. – Ale ostrzegam was. Kiedy skończę swoje sprawy, przyjdę ponownie, a wtedy nie będzie odwrotu. Radzę wam się przygotować, albo na zawsze stracicie moc. To samo tyczy się Władcy Ciem. – rzekł chłopak, wyciągając jednocześnie z kieszeni Akumę. Co od razu bohaterowie zauważyli, motyl nie odlatywał, tylko stał na wyciągniętym palcu przeciwnika. Ten zaś odwrócił w jego stronę głowę, po czym powiedział.

- Słyszałeś, Władco Ciem? Przygotuj się, gdyż za niedługo przyjdzie twoja kolej. - po czym odwrócił się od nastolatków i ruszył na drugą stronę placu. Po kilku krokach zrobił coś, co wywołało przerażenie u bohaterów: postawił on Akumę na środku dłoni, po czym zacisnął ją w pięść. A gdy po chwili rozluźnił palce, z jego dłoni wyleciał oczyszczony i piękny biały motyl. Biedronka i Czarny Kot nie mogli wyjść z szoku. Po chwili chłopak skoczył na najbliższy budynek i zniknął im z oczu.
Biedronka i Czarny Kot leżeli tak przez chwilę, gdy nagle chłopak usłyszał słaby głos przyjaciółki.

- Czarny Kocie… – a gdy na nią spojrzał, ta zadała pytanie, które nurtowało ich oboje. – …kim on jest?

Nastolatkowie nie wiedzieli, że to samo pytanie zadaje sobie pewien dorosły mężczyzna, który obserwował miasto przez szybę ze wzorem motyla.

* * *

Nadszedł wieczór, a do domu wróciła właśnie Marinette. Przeprosiła rodziców za tak późne przyjście, uściskała oboje z czułością, po czym ruszyła do swojego pokoju. Gdy zamknęła za sobą klapę, z jej torebki wyleciała zatroskana Tikki. Zmęczona dziewczyna podeszła do swojego łóżka, po czym usiadła wyczerpana. Zdjęła kurtę, którą założyła po wyjściu ze szkoły i popatrzyła na swoje ramiona. Na obu znajdowały się lekkie zadrapania i nic nieznaczące rany. Wyjęła po chwili z najbliższej szuflady wodę utlenioną i wacik, nasączyła przedmiot płynem, po czym zaczęła obmywać ślady po niedawnej walce.

- Jak się czujesz, Marinette? – spytała z czułością kwami, a dziewczyna popatrzyła na nią smutno.

- A jak mam się czuć, Tikki? Jak mam się czuć po tym, jak dzisiaj o mało cię nie straciłam?! – odpowiedziała z przejęciem Marinette.

- Ale nie straciłaś i to się liczy. – odrzekła z lekkim uśmiechem istotka, jednak Marinette nie ucieszył ten fakt.

- Ale było za blisko, Tikki. Jednak sam fakt stracenia cię nie jest tak przygnębiający, jak ten, że nie byłam w stanie cię ochronić. Gdyby nie to, że dał nam szansę, już dzisiaj bym z tobą nie rozmawiała. To mnie przeraża, Tikki. – odpowiadała z coraz większymi łzami dziewczyna, a kwami widząc to, podleciała szybko do Marinette i przytuliła ją w policzek.

- Proszę, nie zamartwiaj się! Damy radę, wiesz o tym. Tak łatwo cię nie opuszczę, Marinette. – rzekła cicho Tikki, głaszcząc nastolatkę lekko po policzku. Ten gest wystarczył, aby uspokoić lekko dziewczynę

- Dziękuję ci, Tikki. – odpowiedziała z uśmiechem ciemnowłosa, po czym przytuliła do siebie swoje kwami. W tym momencie nie martwiła się już, co się później stanie. Tak łatwo nie dadzą się rozdzielić.

* * *

- Wciąż trwają naprawy, spowodowane niedawną walką, jaką stoczyli Biedronka i Czarny Kot z nieznanym przeciwnikiem. Na szczęście nie ma żadnych poszkodowany wśród mieszkańców. Na tym kończymy dzisiejsze wiadomości. …Teraz z pewnością wszyscy zadają sobie to samo pytanie: kim jest ten przestępca? – dochodziło z miejskiego radia, zamontowanego na jednym z przystanków paryskiego metra. Z niedawno przybyłego pociągu wychodzili ludzie, idący do swoich domów, a wśród nich przebywał pewien staruszek w hawajskiej koszuli i krótkich spodenkach. Mężczyzna szedł w kierunku wyjścia, zastanawiając się nad usłyszanymi informacjami. Nie poprawiały mu one humoru.

Po kilku minutach doszedł on do bloku, gdzie aktualnie mieszkał. Wszedł do środka, po czym ruszył na właściwe piętro, by po chwili znaleźć się przed odpowiednimi drzwiami. Przekręcił on kluczyk w zamku i sięgnął ręką w stronę klamki. Nagle momentalnie zadrżał, lekko czymś zaniepokojony. Mimo wszystko otworzył jednak drzwi.

Wszedł do pomieszczenia z uśmiechem, po czym zamknął za sobą drzwi. Zdjął buty i ruszył przez cały pokój w stronę stolika z herbatą, mijając po drodze stojącą postać. Wrzucił torebkę z herbatą do dzbanka, po czym nastawił wodę. Gdy jednak to zrobił, z jego twarzy zniknął uśmiech, a na jego miejscu pojawił się niepokój.

- A jednak przyszedłeś. – rzekł na głos staruszek, zwracając się do swojego „gościa”.

- Dobrze wiesz, po co przybyłem. – odpowiedział chłopak, a mężczyzna odwrócił się w jego stronę. Mimo, że w pokoju panował półmrok, mistrz Fu widział doskonale całą postać natręta. Musiał przyznać, że ten ubiór sam mówił o sile jego nosiciela.

- Skąd mam mieć pewność, że to ty?

- Jak mi nie wierzysz, to znajdź dowód. – odpowiedział ze spokojem chłopak. Mistrz Fu zaś szybko spojrzał w stronę gramofonu, który leżał w rogu pokoju. W tubie ujrzał błysk oczu jego kwami, Wayzz’a. Gdy ponownie skupił wzrok na przybyszu, ten jakby znając jego myśli, wyszeptał:

- Zrób to.
Staruszek z grymasem na twarzy podniósł rękę, na której miał zamocowaną bransoletkę Żółwia, po czym krzyknął:

- Wayzz, nakładaj pancerz!
Po jego słowach z tuby wyskoczyła zielona smuga, która pomknęła błyskawicznie w stronę mistrza Fu. Jednak znikąd pojawiła się dłoń chłopaka, który złapał zwinnie kwami. Staruszek opuścił rękę i spojrzał zimno na gościa.

- A jednak to ty.

- W końcu mi uwierzyłeś. – odpowiedział z lekkim rozbawieniem chłopak, po czym wypuścił zmęczonego Wayzz’a. Ten podleciał szybko do Fu i zatrzymał się koło jego głowy, również patrząc na przeciwnika.


- Dlaczego tu jesteś? – zadał pytanie staruszek, patrząc w „oczy” maski niezapowiedzianego gościa.